piątek, 20 marca 2015

Rozdział 8



//Ludmiła//
    Dlaczego sale w szpitalach są takie białe i surowe? Zamiast pocieszać osoby, które muszą spędzać tu większość swego życia, jeszcze bardziej je dołują? Czemu nie jest tu kolorowo? 
     Przechadzałam się właśnie po korytarzach szpitala. Wszędzie widzę smutne osoby, które czekają za wieściami o swoich bliskich. Czy tak wyglądali moi przyjaciele, gdy tutaj trafiłam? Sama nie wiem. Nie widziałam się z nimi. Jedynie z Nim. Z Leonem. Przysiadłam na jednym z białych krzeseł i myślami powróciłam do wczorajszego dnia.
 - Będę czekał. Kocham cię i zrobię wszystko co będzie dla ciebie dobre. Obiecaj mi jedno. Obiecaj mi że nigdy więcej nie zrobisz czegoś tak głupiego. Obiecaj mi, że będziesz odbierać ode mnie telefony i odpisywać na Sms'y. Obiecaj, że nie będziemy się nienawidzić. Obiecaj kochanie...
Łzy znów zaczęły cisnąć mi się do oczu. Zakryłam twarz w dłoniach. Czuję okropne wyrzuty sumienia. Czuję, jakby teraz moi przyjaciele pokłócili się przeze mnie. Violetta... Muszę ją przeprosić. Zamknęłam oczy i odchyliłam się, opierając się o krzesło. Nagle do szpitala wpadli fotoreporterzy, a za nimi biegły pielęgniarki krzycząc coś do nich. Biegli w moim kierunku. Co? O co im chodzi?
    - Ludmiła! - ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się. Ujrzałam ubranego w biały kitel Alexa. Alex jest moim lekarzem, z którym się zaprzyjaźniłam. Mimo tak młodego wieku (25 lat) już jest ordynatorem. Nieźle, prawda?
   - Biegnij szybko do swojej sali! Już już! - szepnął mi do ucha. Spojrzałam na niego. Był zdenerwowany, a na czole pojawiły się małe kropelki potu. Posłuchałam go i szybko pobiegłam do swej sali.
      Po kilkunastu minutach do sali na której leżałam wpadł zdyszany Alex. Podszedł bliżej mojego łóżka i skrzyżował ręce na piersi. Wwiercił we mnie swoje spojrzenie. Moje policzki od razu stały się czerwoniutkie. Jak to możliwe, że gdy tylko ktoś na mnie spojrzy ja od razu się rumienię?
    - Ludmiła. - zaczął Alex. - Ci fotoreporterzy chcieli zrobić ci zdjęcia, nagrać materiały o tobie. Rozumiesz? Już teraz wszyscy wiedzą że tutaj jesteś i coś z tobą nie tak. Nie rumień się. - Co? Ale skąd oni to wiedzą? Poprawiłam się na łóżku i wbiłam wzrok w swoje ręce.
   - Jak to... - szepnęłam. Usłyszałam tylko głośne westchnięcie.
   - Dobrze, Ludmiła... Nie rozmawiajmy już o tym. A właśnie! Mam twoją komórkę! - szepnął. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego. Uśmiechał się wesoło. Po chwili do mnie podszedł i wręczył mi mojego ukochanego smartphona. Uśmiechnęłam się lekko a ten poklepał mnie po ramieniu. Uśmiechnął się krzepiąco i wyszedł z sali zamykając po sobie drzwi.
      Padłam na łóżko. Odblokowałam komórkę po czym od razu wyświetliły mi się komunikaty. 20 nieodebranych połączeń od Leona, 10 od ciotki i jeszcze jakieś 10 SMS'ów... od Leona.
   - No pięknie... - westchnęłam.

Od: Leon
20:36
I jak się trzymasz, kochana? ♥


Od: Leon
21:04
Ludmiła.... Nic Ci nie jest?


Od: Leon
21:57
Obiecywałaś, że będziesz mi odpisywać....
Co jest?



Cholera. Nie spodziewałam się, że Leon będzie się aż tak martwił. Poczułam lekkie ukłucie w okolicach serca. Może ono mi coś podpowiada? Może powinnam dać szansę Leonowi?
Westchnęłam cicho. Wybrałam numer Verdasa i przyłożyłam telefon do mego prawego ucha.
-Ludmiła! Nic Ci nie jest?! Czemu nie odpisywałaś?! - usłyszałam w słuchawce.
-Dopiero dostałam swój telefon. - odpowiedziałam beznamiętnie.
-Myślałem już, że coś Ci się stało...
-Nie masz się o co martwić, Leon. - warknęłam. Czemu ja jestem zła? Sama siebie nie rozumiem.
-Może chciałabyś, żebym do ciebie wpadł?
-Nie, nie zawracaj sobie głowy. Zresztą muszę już iść.
Odrzuciłam połączenie nie czekając na odpowiedź Leona. Położyłam komórkę na stoliku obok mojego łóżka i wtuliłam twarz w poduszkę.
-Czemu jestem taka głupia? - szepnęłam zalewając się łzami.





//Violetta//
Nie mogę pogodzić się z tym, co zrobiła Lu... To okropne uczucie, wiedzieć że to przez ciebie twoja najlepsza przyjaciółka zrobiła sobie krzywdę... i to niemałą.
Chłodny, włoski wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Pojedyncza łza co chwilę wypływała z mych oczu. Przyciskałam do serca swój fioletowy pamiętnik. Chyba on jako jedyny mnie teraz rozumie.
Jak bardzo się cieszę, że znalazłam miejsce do przemyślenia tego wszystkiego. Była to jakaś stara, ławka kryjąca się za jednym z budynków. Ławki nie widać, gdyż zakrywają ją gałęzie wierzby płaczącej. Powoli do niej podchodziłam.
Gdy już chciałam się usiąść doznałam szoku. Leon siedział na ławce, z twarzą w dłoniach. Cicho przysiadłam obok niego odkładając pamiętnik obok. Położyłam rękę na jego ramieniu przez co gwałtownie spojrzał w moją stronę. On płakał? Oczy miał zaczerwienione, wyraz twarzy był zagubiony.
-Leon...
-Nic nie mów. Ludmiła do mnie dzisiaj dzwoniła i nagle się rozłączyła. Nie wiem co się dzieje.- przyznał ze skruchą. Zacisnęłam usta w cienką linię. Iść z nim i narazić się na złość Lu?
Wstałam i wyciągnęłam rękę.
-Co robisz?
-Idę z tobą do Ludmiły. - uśmiechnęłam się cierpko. Na twarzy Leona pojawiło się coś podobnego do uśmiechu. Po chwili namysłu złapał moją rękę.
-Idziemy.
Stoimy przed drzwiami od sali gdzie leży Ludmiła. Nagle cała odwaga mnie opuściła. Nie chciałam tam wchodzić. Bałam się.
- Wchodzimy? - zapytał Leon.
- J-jasne... - głos mam zachrypnięty. Leon popycha lekko drzwi. Naszym oczom ukazuje się Lu. Była cała spuchnięta i czerwona...
*Pewnie od płaczu... Przez ciebie idiotko.* - beszta mnie moja podświadomość. Wzdrygam się i wolno przysuwam się do jej łóżka. Oczy Ferro niemiłosiernie błyszczą. Nikt nic nie mówi.
-Ludmiła... J-ja strasznie cię przepraszam...- oznajmiłam siadając na jej łóżku i wbijając wzrok w swoje dłonie. Nie odpowiadała.
*Obraziła się na ciebie, ćmoku*
Po chwili poczułam jak się we mnie wtula. Odwzajemniłam uścisk. Płakałam. Ona zresztą też.
- To ja cię przepraszam - zaczęła - za to, że cię tak obraziłam... Wybacz mi.
- Uwielbiam cię.- oznajmiam przez łzy. Uśmiecham się lekko po czym odrywamy się od siebie. Złapałam jej ręce, a na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Jak dobrze jest widzieć uśmiech na jej twarzy.
- Ooo... - pisknął Leon wpatrując się w nas z uśmiechem. - Stare psiapsióły. - wybuchnęliśmy śmiechem. Po chwili rozmawialiśmy tak jak dawniej, jakby to wszystko się nie wydarzyło.
Nagle zadałam pytanie:
-Kiedy wracasz z nami w trasę?
-Yy... N-nigdy....
~*~

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 7 ,,To nie koniec... To do zobaczenia wkrótce..."




//Ludmiła//
     To boli. Tak cholernie boli. Dosłownie przed jakimiś dwudziestoma minutami mój świat rozsypał się na milion kawałków. Komu mam ufać? Wszyscy mnie okłamują. Powraca do mnie to samo uczucie: rozczarowanie, czucie się niechcianym, tym gorszym. Czym uśmierzyć ten straszny ból? Tą straszną pustkę?
     Chwiejnym krokiem podeszłam do szafki na leki. Szukałam jakichś tabletek, chciałam zasnąć, na zawsze. Jednak zamiast tabletek znalazłam żyletkę. Znowu to zrobić? Tak, już kiedyś się cięłam. Najdokładniej to w dzieciństwie, między innymi przez moich rodziców. W szpitalu lądowałam co tydzień. W lekarzach odnalazłam prawdziwych przyjaciół. Zawsze mieli czas aby ze mną porozmawiać, często opowiadali mi bajki na dobranoc. Rodziców przy mnie nie było. Miałam kilku psychologów. Mówili, że jeszcze nigdy nie widzieli dziecka, z tak wieloma ranami. 
      Z żyletką w ręce usiadłam na toalecie. Zamknęłam oczy. Czułam na swojej skórze nieprzyjemne zimno pochodzące od małego zabijaki. Z moich oczu co chwile leciały pojedyncze łzy. Już miałam zrobić sobie pierwszą ranę, gdy do drzwi zaczął ktoś pukać, ba walić w nie.
    - Ludmiła! Otwórz! Wiemy że tam jesteś! - ten głos... To był głos Leona. Tak bardzo znienawidzony przeze mnie głos. Nie wiedziałam co zrobić. Odezwać się, czy być cicho. Działałam pod wpływem emocji. Nie myślałam.
    -Ludmiła! - usłyszałam zza drzwi mocne krzyknięcie. Nie wiem co zrobiłam, ale nagle poczułam przeszywający mnie ból. Spojrzałam na nadgarstek. Otwarta rana, pełno krwi. Zaczęło robić mi się ciemno pod oczami.
     -Ała... - syknęłam.



//Leon//
  Wraz z Fran i Naty stoimy przed tą zakichaną łazienką, w której ukrywa się moja dziewczyna! Tłumaczyłem jej, że z Violettą mnie zupełnie nic nie łączy. To sprawka U-mixu. Wymyślili sobie, że skoro przedstawicielami ich firmy są dziewczyna i chłopak to czemu by ich nie połączyć!
   -Dzieciaki, posłuchajcie nas uważnie... - zaczął Marotti opierając nogę na nogę - Dyrektorzy U-mixu zażądali, abyście zostali ,,parą na pokaz" czyli musicie całować się w miejscach publicznych, wstawiać ze sobą zdjęcia, po prostu musicie zostać parą. - Violetta spojrzała na mnie przerażona. Także nie kryłem zdziwienia tą sytuacją.
   - Ale jak to? Przecież nie możemy zostać ot tak ,,parą"! Przecież każdy z nas jest w szczęśliwym związku! Nie zgadzam się na to! - krzyknąłem spoglądając to na Violettę to na Marottiego.
   - Tak, zgadzam się z Leonem. To byłoby strasznie naciągane, a poza tym pomyślmy o naszych fanach. Co się stanie, gdy wszyscy dowiedzą się, że nasz związek to wielka ściema? - Violetta odezwała się po chwili z nietęgą miną na twarzy.
    - Słuchajcie smarkacze! To nie wy tu decydujecie, jasne! Jeśli dyrektorzy tak chcą, to tak ma być i nie ma nic do gadania! A jeśli coś wam się nie podoba to do widzenia! - widać, że Marotti był zdenerwowany. Wstał i z impetem podszedł do okna. 
    - Violetta, nie może tak być. Dopiero co znaleźliśmy drugą połówkę, a oni chcą już nas rozdzielić... - szepnąłem przyjaciółce do ucha. Ta spojrzała mi prosto w oczy. 
    - Wiem to Leon. My...
    - Właźcie na scenę, zaśpiewajcie piosenkę i pocałujcie się na koniec. No już, już! - Marotti zaczął krzyczeć. Wraz z Violettą westchnęliśmy głęboko. Zaśpiewaliśmy Podemos, którą razem skomponowaliśmy. Przyszedł czas na pocałunek. Szczerze, nie mogłem pocałować Violetty. To moja przyjaciółka. Nie, nie nie. Już chciałem odsunąć się od szatynki, kiedy nagle do sali wparowała Ludmiła i zaczęła wrzeszczeć.
  -Leon! - krzyknęła Fran, która wraz z Naty były wręcz 'przyklejone' do drzwi od łazienki - Usłyszałam jak coś upadło na podłogę! Może to Lu?! Leon, zrób coś, błagam!
Podszedłem do drzwi. Przyłożyłem do nich ucho. Nic. Zupełna cisza. Strasznie się denerwowałem, w końcu, moja dziewczyna mogła coś sobie zrobić i to w dodatku przeze mnie. Naty i Fran odsunęły się, wiedząc co chcę zrobić. Podkasałem lekko rękawy od mojej koszuli i mocno uderzyłem ramieniem w te nieszczęsne drzwi. Usłyszeliśmy huk. Przed naszymi oczami ukazała się łazienka. Szybko pobiegłem do środka. Moim oczom ukazała się cała zakrwawiona Ludmiła, która leżała obok toalety.
  -Biegnijcie po pomoc! - krzyknąłem ze łzami w oczach. Leon, uspokój się. Twoja dziewczyna może zaraz umrzeć, jeśli ty nie zrobisz ze sobą porządku!  Do łazienki wtargnęły moje przyjaciółki. Nagle w ich oczach pojawiły się łzy. Szybko zerwały się i wybiegły z pokoju. Położyłem głowę Ludmiły na moich kolanach, i złapałem ją za rękę. Głaskałem ją po włosach i z żalem w głosie powtarzałem, tak jakby mnie słyszała.
  -Kochanie... Błagam obudź się... Nie rób mi tego... Ludmiła! Obudź się! Kochanie, kochanie, kochanie... - rozpłakałem się. Nie mogłem się powstrzymać. Nachyliłem głowę nad jej bladą twarzą i złożyłem delikatny pocałunek na jej czole. Do łazienki nagle wpadł zdyszany Pablo.
  - Matko Boska! Leon, jedziemy do szpitala!


    Minęło dokładnie 29 minut od przywiezienia Ludmiły do szpitala. Najdłuższe 29 minut w moim życiu. Już wszyscy tu byli. Wszystkie jej bliskie osoby, wszystkie osoby które Lu kocha, kochała. Zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. To przeze mnie teraz się tu znajdujemy. 
     Podpierałem ścianę z twarzą w dłoniach czekając na jakąkolwiek wieść o stanie blondynki. Serce wciąż biło mi jak oszalałe, wciąż widziałem zakrwawioną Ludmiłę na podłodze. To okropne uczucie. Poczułem na ramieniu kogoś rękę. Otworzyłem oczy. Przede mną stała cała zalana łzami Francesca. Rozmazane oczy, opuchnięta twarz i smutny wyraz twarzy. Wszyscy tu zebrani tak wyglądali.
    - Leon...- zaczęła. - Wiem jak się czujesz. Też nie mogę myśleć co by się stało gdybyś nie wkroczył do akcji. Ale pamiętaj jedno: Ludmiła wyzdrowieje. Wyjdzie z tego cała, bo ty tu jesteś. Wspierasz ją duchowo, Leon. Ona czuje twoją obecność i dzięki niej chce z tego wyjść. Ludmiła cię kocha i ty ją też. I tym się wspieracie. No chodź. - Francesca wyciągnęła ręce czekając aż się do niej przytulę. Podszedłem do niej i mocno ją uściskałem. Na mojej twarzy pojawiło się coś, co chociaż trochę przypominało uśmiech.
   - Fran... - szepnąłem Włoszce do ucha. - Jesteś kochana. Nie wiem, czy dałbym sobie kiedyś bez ciebie radę. Kocham cię, młoda - pocałowałem ją w policzek. Lekko się ode mnie odsunęła. Była uśmiechnięta a z oczu poleciała jej pojedyncza łza.
   - Też cię kocham stary. - znów wpadła w moje ramiona. Mocno przyciągnąłem ją do siebie. Francesca jest bardzo ważną osobą w moim życiu. Kocham ją jak siostrę, ba jak moją dziewczynę. Zawsze mieliśmy ze sobą świetny kontakt, mogliśmy na sobie polegać.
    - Leon. Ludmiła chce się z tobą zobaczyć... - zza drzwi do sali, na której leżała Ludmiła wyłonił się Pablo. Odsunąłem się od Włoszki uśmiechając się cierpko.
   - Pablo, dziękuję za wszystko... - powiedziałem w drzwiach. Nauczyciel uśmiechnął się krzepiąco.
          Siedziała na łóżku z podkulonymi nogami patrząc beznamiętnie przez okno. Podszedłem cicho do jej łóżka i ująłem jej rękę. Odwróciła się lekko i spojrzała w moje oczy. Na początku jej nie poznałem. Jej twarz była opuchnięta i strasznie blada, oczy miała rozmazane. Na policzkach znajdowało się kilka łez. Znowu płakała?
    - Ludmiła... - szepnąłem wciąż patrząc jej w oczy. - Dlaczego?
Zamknęła oczy i lekko odchyliła głowę. Westchnęła cicho.
    - A co ty byś zrobił, jeśli zobaczyłbyś mnie całującą się z twoim najlepszym przyjacielem? Chciałam po prostu uśmierzyć ten straszny ból. Ale Pablo mi wszystko wytłumaczył. Wiem, że nie miałeś mi kiedy o tym powiedzieć...- jej druga ręka powędrowała na moje kolano. Nagle urwała ze mną kontakt wzrokowy. Boi się mnie?
    - Czyli to jednak nie koniec z nami? Misiu, wybacz mi...
    - Bardzo chcę być dalej z tobą... ale nie mogę. Coś mnie do ciebie zniechęca... Oczywiście że ci wybaczę. To nie twoja wina... Ani Violetty. Leon, kocham cię. I to nie jest koniec... To do zobaczenia wkrótce... - powoli podniosła się z łóżka i chwiejnym krokiem podeszła do mnie. Złapałem ją w talii i pomogłem dojść do kanapy stojącej na przeciwko jej łóżka. Usiadła mi na kolanach i wtuliła się we mnie. Po chwili poczułem, jak moja koszula robi się mokra. Płacze. Znowu płacze.
   - Będę czekał. Kocham cię i zrobię wszystko co będzie dla ciebie dobre. Obiecaj mi jedno. Obiecaj mi że nigdy więcej nie zrobisz czegoś tak głupiego. Obiecaj mi, że będziesz odbierać ode mnie telefony i odpisywać na Sms'y. Obiecaj, że nie będziemy się nienawidzić. Obiecaj kochanie... - głos zaczął mi się łamać. Łzy zaczęły mimowolnie lecieć z mych oczu.
   - Obiecuję... - usłyszałem po chwili ciszy. Mocniej ją do siebie przytuliłem. Chciałem aby czuła się przy mnie bezpieczniej.
   - Mam jeszcze ostatnią prośbę...
   - Tak, Leon?
   - Po raz ostatni mnie pocałuj.
Ferro wyzwoliła się z mojego uścisku i spojrzała na mnie smutno. Wciąż siedziała na moich kolanach, a ja wciąż miałem rękę na jej udzie. Pogłaskałem ją po policzku. Przybliżyła się nieco do mnie i wplotła swoje ręce w moje włosy. Pocałowałem ją. Odwzajemniła pocałunek. Żaden z nas nie chciał kończyć tej chwili. Żaden. Każdy chciał jak najdłużej zapamiętać smak ust drugiego...
~*~
Moje rozdziały są psychiczne...
Nie umiem już normalnie pisać.
Dlaczego?
Dlaczego rozwaliłam naszą ukochaną parę? 
Nie wiem. 

Rozdziały mogą pojawiać się niezbyt często, gdyż za niecały miesiąc mam egzaminy, eh.
Jakoś mi smutno że rozwaliłam Leomiłę... Cóż...
Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie.







   
 


poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 6 ,,On jest gorszy niż kobieta!"





//Ludmiła//
 Ostatnie wydarzenia dały mi do zrozumienia, że nigdy nie mogłam wybrać sobie lepszych przyjaciół. Świetna impreza urodzinowa, wspaniałe występy i akcja z rudymi włosami Leona. Nie powiem ale Maxi się niesamowicie postarał. Teraz siedzę z Leonem u fryzjera bo ten 'laluś' musi mieć swój dawny kolor włosów! On jest gorszy niż kobieta! Siedzi teraz na tym fotelu, noga na nogę i czyta czasopisma.  Brakuje mu tylko kiecki, szpilek, makijażu i już mógłby wyrywać facetów!
     - W końcu wyglądam jak człowiek! - oznajmił mi Leon gdy wyszliśmy z budynku. Co? Przepraszam bardzo, ale Leon normalnemu człowiekowi do stóp nie dorasta!
     - Tak, tak... - chciałam położyć głowę na ramieniu Verdasa, lecz przeszkodziły mi w tym nasze włoskie fanki. Podbiegły do nas, prosiły o autografy, zdjęcia. Tak naprawdę to nie sądziłam, że jesteśmy aż tak bardzo sławni, aby fanki zaczepiały nas na chodniku. Oczywiście nie rozumiałam co mówiły, ale Leon wielki poliglota flirtował z nimi po włosku! Przynajmniej tak mi się zdawało, kiedy tylko coś powiedział, te od razu zarumienione. Po chwili dały nam spokój. Nie to, że nie lubię spotykać fanów, po prostu fakt że flirtowały z MOIM chłopakiem, mnie do nich zniesmacza.
      - Kochanie...? - zaczęłam. - Czy ty z tymi dziewczynami flirtowałeś po włosku? - zaśmiał się. Jak on się może śmiać w takiej chwili? Objął mnie ramieniem.
      - A myślałem że nie znasz włoskiego... - przyznał.
      - Czyli jednak! Ty staruchu! One miały ze trzynaście lat! - zachichotałam pod nosem. Tak, ta sytuacja coraz bardziej mnie bawiła.
      - Ale ja nawet z nimi nie flirtowałem! To normalne, jestem ich idolem, gdy tylko coś powiem te się rumienią i chichoczą pod nosem. A poza tym to wyglądały na starsze... Ludmiła, nie bądź tak bardzo zazdrosna, kochanie. - po chwili poczułam jak składa na moim policzku lekkiego całusa.
      - Tylko wiesz... Ja po prostu nie chcę, żeby ktoś mi odebrał tak świetnego chłopaka jakim ty jesteś... - opuściłam głowę i wbiłam wzrok w moje buty. Od razu poczułam jego silne ramiona, które mnie przytulały. Wtuliłam się w niego mocno i szczerze, nie miałam zamiaru go puszczać.



//Francesca//
   Niektórzy uważają mnie za nadpobudliwą, z wielkim ADHD. Ale czy to moja wina, że jest we mnie pełno energii, którą muszę jakoś wykorzystać? Nie jestem tak jak ,,większość" dziewczyn w moim wieku. Nie okaleczam się, bo chłopak mnie zostawił. Nie chodzę ciągle smutna, ubrana na czarno, aby tylko ludzie mnie zauważyli. Jestem ciepłą, energiczną osobą, z długim językiem. Myślę, że mam przyjaciół dzięki temu, że jestem taka ,,rozrywkowa". Ale mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie! Jestem bardzo szczęśliwa, gdy mogę rozbawiać moich bliskich. 
     Co do chłopaków, zdecydowanie nie mam szczęścia. Mimo, że jestem teraz z Marco, czuję w sercu jakiś niedosyt. Chłopak jest zupełnym przeciwieństwem mnie. Jest spokojny, często nie lubi moich wygłupów. Nie wiem czy go kocham. Wiem, że na pewno jestem nim zauroczona. Camila mówi, że ,,Marco Cię kocha, przecież widać to gołym okiem". Tak, może i tak. Ale co z tego, że on mnie kocha, skoro ja nie? Ja mam przez to cierpieć?
     Dzisiaj mamy występ we Włoszech. W końcu mogłam odwiedzić moją ukochaną rodzinkę! Wreszcie zobaczyłam moją chrześnicę! Mała Mia jest taka słodka! Widać, że jest oczkiem w głowie całej rodziny. Nie obyło się również bez ,,przesłuchania", czyli ,,a masz chłopaka? Jesteś z nim szczęśliwa? Kochasz go? Masz co jeść? Masz ubrania?". Kocham moich rodziców, ale czasami naprawdę mogliby sobie odpuścić. Rodzice kazali mi przekazać, abym zaprosiła swoich przyjaciół na prawdziwą, włoską ucztę tuż po występie! Moja mama uznała, że bardzo chciałaby poznać z kim się zadaję. W sumie to ich rozumiem, raczej to oczywiste, że chcą wiedzieć czy nie zadaję się z mafią czy z gangiem motocyklistów.
      Właśnie wszyscy zebraliśmy się w naszym pokoju. Oczywiście jak zwykle ostatni wpadli Ludmiła i Leon trzymając się za ręce. Mówiłam już, że kocham ich? Tak! Oni tak bardzo do siebie pasują, a kiedy ich widzę, serce mi mięknie!
    - Muszę wam coś oznajmić! - zaczęłam, po czym wszystkie oczy były skierowane na mnie - O Leon! Masz normalne włosy! - zachichotałam pod nosem.
    - Wreszcie ktoś zauważył! Kocham cię Fran! - krzyknął Leon rozkładając ręce  w celu przytulenia mnie. Ludmiła zgromiła go wzrokiem, a ja puknęłam się kilka razy w czoło. Verdas tylko wstrząsnął ramionami i obrażony patrzył przez okno.
    - A więc tak... Jak wiecie wczoraj byłam w odwiedzinach u mojej kochanej rodzinki. Zapraszają nas wszystkich dzisiaj na prawdziwą, włoską kolację tuż po występie! Zgadzacie się? - wszyscy zgodnym głosem odpowiedzieli ,,tak!".



//Ludmiła//
  Ciemność, reflektory, miliony rąk w górze, szybsze bicie serca... Tak zazwyczaj wyglądają nasze występy. Jednak dzisiaj było jakoś ,,inaczej". Nie wiem jak to nazwać, ale nie było takiej ,,wspólnej więzi" między nami. Leon i Violetta często mylili słowa, kroki, za późno wchodzili w piosenkę... Nie wiem co się z nimi stało... Może coś strasznego się wydarzyło i oni to zobaczyli i teraz policja ich ściga? Nie, nie! Ludmiła, uspokój się! Najważniejsze to teraz dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi...
      Właśnie byłam w drodze na hotelową salę ćwiczeń. Natalia szła wraz ze mną. Tak jak myślałam, Leon i Violetta mieli jak zwykle próbę z ludźmi z YouMixu. Wraz z Naty stanęłyśmy w drzwiach i przysłuchiwałyśmy się pięknej, romantycznej piosence, którą śpiewali. Pomyślicie pewnie, że jestem o nich zazdrosna? Oczywiście że nie! Wiem, że to tylko przyjaciele i naprawdę nic ich nie łączy. Ufam im.
     Nagle niebezpiecznie zaczęli się do siebie zbliżać. Leon pogłaskał Violettę po policzku, na co ta zachichotała i spaliła rumieńca.
     - Naty, o co chodzi? - zapytałam przyjaciółkę wskazując na scenę.
     - Coś tu nie gra... - zaczęła. - Ludmiła, lepiej ni... - nie dokończyła gdyż wkroczyłam na salę. Łzy cisnęły mi się do oczu, policzki płonęły ze złości. Byli już centymetry od siebie. Stanęłam na środku sali. Nie miałam siły nic powiedzieć. Byłam bezsilna. Nie słyszałam nic. Widziałam mojego BYŁEGO chłopaka całującego się z moją BYŁĄ przyjaciółką. Czułam jak coś we mnie pękło. Zaczęłam głośno płakać. Dopiero teraz zauważyłam, że wszyscy na mnie patrzą. Nawet Leon. W jego spojrzeniu nie widać współczucia czy nawet poczucia winy. Zagotowało się we mnie. Podeszłam do Verdasa. Odepchnęłam Violettę i spojrzałam mu prosto w oczy.
    - Ty świnio... - syknęłam. - Ty parszywa świnio! Całujesz się z moją najlepszą przyjaciółką! A jeszcze przed godziną mówiłeś jaka to jestem wspaniała, jak bardzo mnie kochasz! Nienawidzę cię! Słyszysz?! Nienawidzę! - Violetta patrzyła na mnie jak na wariatkę. Leon również. Patrzył na mnie swoim tępym spojrzeniem.
    - Ludmiła, ja... - nie dokończył gdyż uderzyłam go w twarz. Odwróciłam się w stronę mojej ,,przyjaciółki"
    - A co do ciebie... Uważałam cię za przyjaciółkę. Za moją bratnią duszę. Czemu Violetta dlaczego? - Castillo chciała coś powiedzieć, lecz wyszło to jej jak marne jęczenie. Rozpłakana, z rozmazanym makijażem i złamanym sercem próbowałam wybiec z tego budynku. Verdas szybko zareagował i złapał mnie za nadgarstek.
    - Ludmiła! To nie tak jak....  - nie dałam mu dokończyć. Spojrzałam mu prosto w oczy i z łzami przekręciłam głową. Wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam z tego cholernego budynku!
      Biegnę. Biegnę z płaczem. Nie mogę się opanować. Nie wiem gdzie jestem, nie wiem gdzie idę. Jak najdalej od tych wszystkich dupków. Usiadłam się na jednej z ławek, podkuliłam kolana i płaczę gorzkimi łzami. Czemu oni mi to zrobili? Czemu aż tak mnie nienawidzą? Co ja im zrobiłam? Czułam na sobie spojrzenia przechodniów. Słyszałam, jak o mnie szeptali. Jestem ciekawa jak wy byście zareagowali na to, że twój chłopak całuje się z twoją najlepszą przyjaciółką. Nagle w moje ręce trafiła moja torebka. Zaczęłam nerwowo szukać telefonu. Chciałam koniecznie zadzwonić do mojej chrzestnej. Niech mnie zabierze z tych cholernych Włoch! Zamiast komórki znalazłam zdjęcia. Zdjęcia moje i Leona. Nie mogłam na nie patrzeć. Podarłam je i wyrzuciłam za siebie. Nagle poczułam, jak ktoś chce mnie przytulić. Otworzyłam oczy. Leon. Znowu uderzyłam go w twarz. Zabrałam swoją torebkę, otarłam łzy i szybko wstałam z ławki. Verdas również to uczynił. Złapał mnie za ramiona. Był smutny.
     - Kochanie... To zupełnie nie tak jak myślisz.... My... My musieliśmy...
     - Musieliście się całować? Przed moimi oczami? I to jeszcze w Walentynki? Verdas, nie ściemniaj. A poza tym nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. Potraktowałeś mnie jak lalkę. Lalkę, która nie ma uczuć. Dziękuję za takiego chłopaka. Leon, to koniec. A teraz zostaw mnie w spokoju i nie odzywaj się do mnie! - zaczęłam się szarpać, aby uwolnić się od jego cholernego ciała. Gdy to uczyniłam, pobiegłam do hotelu i zamknęłam się w łazience....
~*~
Rozwaliłam nam Leomiłę. Nie ma za co. Nie miałam tego w planie. Po prostu życie nigdy nie jest kolorowe. Zawsze są w nim wzloty i upadki. Tak samo tutaj :')
Zakochałam się w Lodo ♥ Taki news z ostatniego tygodnia :) A tak w ogóle, podoba wam się mój blog? Podoba wam się mój styl pisania, wygląd, cokolwiek? :) Chcę to wiedzieć, bo naprawdę chcę, abyście się tutaj czuli dobrze :)
Pozdrawiam! ♥
LEONETTA Z WAMI.
LEOMIŁA DLA MNIE.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 5 ,,Leon, jesteś rudy!"



Rozdział dedykowany Karolinie, która jest tak daleko i która
zostawiła mnie samą na tej nudnej wsi! Dla Ciebie Rudy Verdas, nie ma za co ♥

  -Leon! -  Na zawołanie Pablo chłopak natychmiast się odwrócił przeszywając wzrokiem nauczyciela od stóp do głowy.
  - Tak? - Verdas uśmiechnął się niepewnie wkładając ręce do kieszeni.
  - Słuchaj. Już długo o tym dyskutowaliśmy z Marotti'm oraz Antonio... Mianowicie, chciałbym ci serdecznie pogratulować.
  - Ale czego? Przepraszam, chyba trochę nie rozumiem.
  - Gratuluję ci zostania nową gwiazdą You Mixu! - Leon na te słowa oszalał z radości. Lekko podskoczył i uścisnął Pablo. Nauczyciel lekko poklepał go po plecach.
  - Nie wierzę... Bardzo, bardzo dziękuję! To takie przyjemne uczucie być docenionym.
  - Jak najbardziej na to zasługujesz. A teraz uciekaj do przyjaciół. -  Pablo uśmiechnął się.
Chłopak szedł zamyślony. Przez przypadek, na pustym korytarzu zderzył się z Violettą. Wypadły jej z rąk jakieś papiery.
  - Leon, coś ty taki zamyślony? - spytała dziewczyna zbierając książki.
  - Nie uwierzysz! Masz nowego kolegę w You Mixie! - Violetta spojrzała na niego z dołu z pytającym wyrazem twarzy. - No mnie!
Violetta przytuliła się do Leona.
  - Oh Leon, to świetna wiadomość! Gratulacje! Ludmiła wie? - chłopak położył rękę na swoim karku.
  - No właśnie do niej szedłem...
  - O jejku! Przepraszam że ci przeszkodziłam! No dalej, idź no! Jeszcze raz gratulacje! - na pożegnanie przybili sobie ,,żółwika".




  - Maxi, zróbcie Leonowi jakiegoś psikusa. Wiesz takiego urodzinowego. Dzisiaj organizujemy imprezę na cześć Cami i Leona, z okazji ich urodzin. - Ludmiła żywo gestykulowała podczas rozmowy z Maxim
  - Jasne! To świetny pomysł! A co z Cami?
  - My już coś wymyślimy. O to się Maximiliano nie martw. - dziewczyna puściła mu oczko i odeszła.
  -Brodwey! - Maxi zawołał swego przyjaciela.
  - Co?  Stało się coś? - chłopak spojrzał pytająco.
  - Pofarbujemy włosy Leonowi!



W jednej z sali balowych w Mariottcie było pełno balonów, serpentyn, a na scenie powoli rozstawiał się DJ. Pablo obiecał, że załatwi mały poczęstunek, w końcu uznał że osiemnastka ich najlepszych uczniów nie zdarza się codziennie. Francesca była 'szefem' przygotowań do imprezy. Wszystkich nakierowywała co mają robić, jak i gdzie. Tak, to jest jej żywioł. Uwielbia rządzić. Marco z Brodweyem dmuchali balony, a Maxi poszedł załatwić farbę dla Leona.
   - Ej chłopcy? Dacie sobie radę tutaj sami? Właściwie to tutaj jest wszystko gotowe... Hmm... Która godzina? - Fran spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu - Za godzinę impreza! O matko, idę się ubrać! - dziewczyna pobiegła w stronę windy.
  - Dziewczyny.... - westchnął Marco wiążąc balony.



Łazienki Warszawskie przysypane śniegiem i oświetlone przez lampy są prześliczne. Nie ma nic lepszego, jak romantyczny spacer przez alejki tego pięknego parku. Ludmiła i Leon właśnie tam spacerowali. Mieli splecione ręce, nic nie mówili. Napawali się ciszą i tym że mogą być razem, sami. Ostatnio sami, całkiem sami byli przed występem Ludmiły, na Sylwestrze. Leon ani Cami nie wiedzieli, że dziś jest impreza na ich cześć. To była niespodzianka. Przystanęli na małym mościku. Leon położył ręce na talii dziewczyny. Ta zarzuciła mu się na szyję. Stali tak kołysząc się i patrząc sobie głęboko w oczy.
   - Ludmiła... - chłopak powiedział ledwo słyszalnym szeptem. Nie chciał zepsuć tej atmosfery - Nie będę owijał w bawełnę. Zostałem następnym przedstawicielem You-Mixu.
Kąciki ust Ludmiły szybko powędrowały w górę. Przybliżyła się do Leona i szepnęła mu do ucha:
   - Gratuluję, należało ci się... - Meksykanin mocno przytulił Ferro. Dziewczyna czuła bijące od niego ciepło i energię. Chłopak wtulił głowę we włosy dziewczyny. Pachniały Vanillią. Uwielbiał je wąchać. Ludmiła ukradkiem spojrzała na swój bladoniebieski zegarek. 17:30. Szybko odkleiła się od Leona, po czym uznała, że trzeba szybko wracać do domu.



Wszyscy w świetnych humorach oczekiwali nadejścia Cami i Leona. Zapowiadała się świetna impreza.
  Ludmiła dotarła z Leonem do hotelu jeszcze przed 18:00.
   - Leon, zaraz do Ciebie przyjdę, pójdę się tylko przebrać. Może weźmiesz Cami i zaczekacie razem?
  - Jasne, już po nią idę. Tylko nie ubieraj za krótkiej sukienki... Tylko ja mogę mieć takie widoki... - szepnął dziewczynie do ucha i puścił jej oczko. Ta tylko zaśmiała się i szybko wsunęła się do pokoju.
            Ludmiła wpadła do pokoju i szybko dopadła swojej walizki, nerwowo poszukując jakiejś ładnej sukienki i olśniewających butów.  Jest! Długa, czarna spódnica, i złoty crop top były idealne. Do tego czarne jak sadza baleriny na malutkim obcasie. Ludmiła szybko założyła wybrane rzeczy. Wyglądała olśniewająco. Poprawiła nieco fryzurę, szybko przejechała czerwoną szminką po swoich ustach i pomalowała rzęsy. Za drzwiami stał Leon wraz z Cami, która również była odświętnie ubrana. Dziś miała być konferencja prasowa dotycząca naszej trasy. Jednak cała paczka poprosiła Marottiego, aby przełożył spotkanie na następny dzień, aby w spokoju mogli zorganizować imprezę urodzinową.
    - To jak, gotowi na im...To znaczy na konferencje? - Ludmiła skarciła się w myślach. Prawie się dowiedzieli i to przez jej głupotę.
    - Ludmiła, świetny top! Gdzie go kupiłaś? - zapytała Cami, gdy wsiedli o windy.
    - Wiesz co? Kupiłam go chyba na jakimś targu... Kosztował niecałe dziesięć peso*, a wygląda na o wiele droższy! - Blondynka poklepała przyjaciółkę po ramieniu. Po chwili zaczęły rozmawiać o tym, jak to by było, gdyby gwiazdy ubierały się za grosze. Leon przez całą ich dyskusję przyglądał się Ludmile. Nie mógł uwierzyć, że spotkał tak niesamowitą istotę jaką jest blondynka. Z każdym dniem poznawał ją na nowo. Z każdym dniem zakochiwał się w niej coraz bardziej. Wiedział, że to co czuje do Ferro to nie tylko 'przejściowe zauroczenie' to było coś więcej. Może prawdziwa miłość?



Szli ciemnym korytarzem który prowadził do jednej z sal balowych. Gdy dotarli na miejsce było ciemno. Nagle Ludmiła gdzieś zniknęła zostawiając oszołomionych Cami i Leona. Po chwili na całej sali zrobiło się jasno. Cami i Leon ujrzeli swych przyjaciół w odświętnych strojach, z wielkimi uśmiechami na twarzy i z paczkami w rękach.
     - Niespodzianka! - krzyknęli niczym chór. Z twarzy Leona i Camili można było widać zaskoczenie ale i wzruszenie. DJ puścił jakieś piosenki, gdy wszyscy podchodzili do dwójki jubilatów, by złożyć im życzenia.
      Ludmiła dała Leonowi zakupiony wraz z Violettą sweter i koszulę. Cami zaś blondynka podarowała kolaż z wspólnymi zdjęciami całej paczki.



Pierwszy taniec jubilaci zatańczyli razem. Było widać ich ogromne uśmiechy na twarzy. Po chwili przyjaciele stworzyli wokół ich kółko. DJ puścił coś szybszego po czym od razu każdy dobrał się do swojej pary. Brodwey odbił Leonowi szatynkę, więc ten, poprosił Ludmiłę do tańca.
   - Czy nie zachciała by pani zaszaleć ze mną na tymże parkiecie? - zapytał wyciągając rękę i uśmiechając się zalotnie.
   - Z przemiłą chęcią. - blondynka położyła swą rękę na Leona. Po chwili tańczyli razem wiwata.



Kilka godzin później, 00:00...
- Chyba pora na jakąś zabawę... Poproszę jubilatów na środek. Tak idealnie. Teraz, każdy z gości przyjdzie i da im po 18 klapsów po tyłku! Jedziemy z koksem! - Cami na te słowa zamknęła oczy i mocno przytuliła się do Leona. Widać było, że ten też był nieco zdenerwowany.
     Pierwszy podszedł Maxi. Leon nieźle od niego dostał. Było widać, jak malutkie łezki lecą mu po policzkach. Wszyscy wpadli w śmiech. Jednak Maximiliano oszczędził Camilę i dał jej tylko pięć klapsów. Jak ona mu dziękowała!
     Ostatnia była Ludmiła. Nie oszczędzała Leona jednak zamiast osiemnastego klapsa pocałowała go. Na sali od razu rozległy się brawa i pogwizdy. Blondynka nie miała serca bić biednej Camili. Przytuliła ją tylko i dała jeden jedyny klaps!



Około godziny 3:00..
  - I jak? Podobała się niespodzianka? - zapytała wesoło Lu idąc z Leonem przez korytarz.
  - Była świetna... Bardzo ci dziękuję... - rzekł chłopak, powoli zbliżając się do Ludmiły. Położył rękę na jej policzku. Głaskał jej rumianą skórę patrząc jej prosto w oczy. Stykali się już nosami. Oboje zamknęli oczy. Chłopak chciał już pocałować blondynkę, gdy ta szybko wyminęła go i pocałowała go w policzek.
  - Dosyć na dzisiaj tej zabawy! Dobranoc kochanie. - ponownie pocałowała go w policzek.
  - No wiesz! A nawet na dobranoc nie mogę cię pocałować? - Verdas zrobił swoją słynną smutną minę po czym złapał Ferro za rękę.
  - No dobrze... -  Uległa mu - Ale jedynie w czoło. Uwielbiam gdy to robisz.
  Szatyn wykonał jej polecenie. Lekko musnął jej czoło po czym Ludmiła od razu zniknęła w drzwiach swego pokoju.
  ,,Jaką ona ma nade mną władzę..."



- Maxi! Cśś! Nie możemy go obudzić! - Marco, Brodwey oraz Maxi skradali się do łóżka Leona. Po co? Oczywiście żeby pofarbować mu włosy. Po chwili któryś z nich nadepnął na podłogę, a ta głośno zaskrzypiała. Leon obrócił się w drugą stronę i spał dalej.
    - Który to?! - zapytali równocześnie,
    - Marco, to pewnie ty! - Maxi wskazał na chłopaka.
    - No co ty! W życiu!
    - Przestańcie się kłócić! - wtrącił Brodwey  -Dajcie tą farbę! Pomalujmy mu tą łeb i miejmy to z głowy! Spać mi się chcę! - po czym Brazylijczyk wydarł Maxiemu z ręki farbę i pofarbował głowę swojemu najlepszemu kumplowi...



Leon jak zwykle po przebudzeniu się nie spoglądał w lustro. Nie było mu to potrzebne. Ubrał leżące na podłodze dresy, jakąś luźną bluzkę i trampki leżące w kącie pokoju.
Zszedł na dół, na śniadanie.
Gdy wszedł na stołówkę wszyscy spojrzeli w jego stronę. Po chwili zaczęli się śmiać w niebo głosy.
Nic nie rozumiejący Leon spojrzał porozumiewawczo na Lu. Ta cała czerwona ze śmiechu podbiegła do chłopaka.
    - O co chodzi? - zapytał łapiąc ją za ramię.
    - Leon, jesteś rudy! -

~*~
Rudy Leon... Moje pomysły są coraz głupsze XD 
Przepraszam was za to, że czekaliście na rozdział dwa tygodnie. Ale to był mój ostatni tydzień w szkole, musiałam pozdawać sprawdziany i jeszcze ta nieszczęsna matma... No ale teraz mam ferie! XD Co z tego, że okropnie się nudzę. To nie ważne :D 
Po raz kolejny zapraszam was na bloga Karolajn XD
Jak na niego nie wejdziecie to zabiję. Obiecuję. 
No to do następnego XD (Palma odbija, ale to nie ważne) 
LEOMIŁA Z WAMI. I Z DUCHEM MOIM.